środa, 29 stycznia 2014

awarie

Czasami mam wrażenie, że dom w którym tu mieszkamy, rozleci się na kawałki. Takie miałam wrażenie, kiedy zepsuły nam się w tym samym momencie toaleta, pralka i prysznic, parę dni później nie stanowiło to już różnicy, bo i tak nie było wody, no i dzisiaj w nocy kiedy przez Xylokastro przeszedł silny wiatr, a w domu wszystko trzeszczało i latało. Wszelkiego rodzaju awarie są tu na porządku dziennym.
Rano, ktoś zadzwonił do drzwi. Otwieram.
- Jasu, I am plumber!
Nie wiem które to już nasze spotkanie. Nie mogłam powstrzymać uśmiechu. A to ciekawe, bo ostatnio był pan elektrykiem! - pomyślałam, ale w porę ugryzłam się w język.
- Jasu, great! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz